Współczesna biżuteria? Nie, dziękuję!

imperfectgirl.pl - współczesna biżuteria? nie, dziękuję

Do napisania tego tekstu zainspirowało mnie przeglądanie Instagrama. Trafiłam tam na post marki W. Kruk, w której promowana jest kolekcja malachitowa – projektem przypominająca biżuterię popularną w okresie art deco. Ładny design, a malachit to jeden z moich ulubionych kamieni (mimo trudności, jakie pojawiają się z jego częstym noszeniem w pobliżu skóry – kamień matowieje pod wpływem potu). Postanowiłam przeczytać opis.

Okazało się, że malachity od Kruka oprawione są w platerowany złotem mosiądz. Interesujące – kolekcja mignęła mi już na półkach sklepowych i jej ceny są, delikatnie rzecz ujmując, niczego sobie – spokojnie wyroby mogłyby być zrobione z niezbyt grubego złota i być wycenione dokładnie w takim samym przedziale. Zdziwiłam się więc ogromnie.

W. Kruk to kolejna w Polsce sieć sklepów z biżuterią, która wprowadziła do swojego asortymentu wyroby z metali takich, jak miedź, mosiądz czy stal. Wcześniej biżuterię z tych surowców można było kupić w Aparcie (w serii marki Elixa), czy w sieci YES.

Moim zdaniem stawianie biżuterii mosiężnej (nawet, jeśli jest ona pozłacana) na równi z biżuterią złotą czy srebrną to ze strony sklepów, które na polskim rynku celują raczej w klienta średnio zamożnego, jak i tego dysponującego odrobinę większymi sumami, ruch dziwny i w moim odbiorze rozczarowujący. Kruk to marka, która kojarzy mi się z jakością. Biżuteria tej firmy miała w moim odbiorze klasyczne wzornictwo i cechowała się przede wszystkim dobrą jakością wykonania – za którą warto było zapłacić wyższą cenę.

Dlaczego krytykuję wprowadzenie do oferty metali innych niż najbardziej znane złoto i srebro?

Co to jest mosiądz?

Najkrócej rzecz ujmując, mosiądz jest stopem miedzi i cynku. Może też zawierać dodatki innych metali, takich jak np. ołów, żelazo, mangan czy krzem. Ma dobre właściwości odlewnicze i łatwo go formować, cechuje go także żółto-złoty odcień, który im mniej cynku w stopie, tym bardziej przypomina miedź.

Z mosiądzu najczęściej wytwarza się armaturę, a także elementy statków (jest odporny na korozję i na działanie wody morskiej). Wykorzystuje się go również w przemyśle samochodowym. Wytwarza się z niego klamki, uchwyty, a także łuski do nabojów czy kłódki i zamki. Służy jako surowiec do wyrobu blach, prętów i drutów.

Mosiądze z dodatkiem cyny zaś w przeszłości służyły do wyrobu sztucznej biżuterii. To tzw. złoto mannheimskie.

Mosiądz farbuje skórę na zielono w kontakcie z potem, ma także tendencję do pokrywania się patyną.

Brzmi jak doskonały surowiec jubilerski, prawda?

Dla współczesnych sieciówek – najwyraźniej tak. Dlatego bardzo wkurzyłam się, kiedy dyskusja na Instagramie przybrała taki obrót (licho mnie podkusiło i skomentowałam wpis z malachitami):

Współczesna biżuteria? Nie, dziękuję! Imperfectgirlblog
Źródło: Instagram W.Kruk. Prywatnym kontem komentuję kolekcję malachitową

Solidny mosiądz? Niewątpliwie. Z mosiężnych rur rzadko kiedy cieknie. Tylko czy na pewno o to chodziło?

Ja bardzo nie lubię, kiedy marki proponują mi marketingową gadkę zamiast merytorycznej dyskusji. I nie chodzi tu o to, że nie lubię obecnych na rynku firm. Nie, ja kocham firmy – kocham nowe kolekcje jubilerskie, zawsze czekam na nie z niecierpliwością, bo uwielbiam bawić się wzornictwem i przebierać we własnej szkatułce. Bez częstych zakupów to niemożliwe.

Nie lubię jednak tandety. A przepraszam – mosiężna biżuteria w cenie złotej albo srebrnej, nawet jeśli pozłacana – zakrawa w mojej opinii na coś takiego właśnie, skierowanego przez markę do konsumentów z nadzieją, że ci są nieświadomi kwestii realnej wartości wyrobów, jakie kupują.

Jasne, na oferowaniu biżuterii z metali nieszlachetnych w sieciach o wyrobionej reputacji można zarobić. Jasne – zdecydowana większość klientek się nie zna, więc kupią – ale najpewniej po paru miesiącach czy latach będą rozczarowane, bo platerowana złotem mosiężna biżuteria to jednak nie jest zapowiedź wieloletniej eksploatacji i ładnego „starzenia się” wyrobu.

Odtwórcze projekty nowych kolekcji nie zachęcają

Do zniechęcenia płynącego z uważnego czytania opisów eksponowanych na sklepowych wystawach wyrobów, biorącego się z coraz częstszego zdziwienia, że dany przedmiot jest jedynie posrebrzany, bądź pozłacany (a w istocie jest wykonany z miedzi, stali czy innego jeszcze mosiądzu), dochodzi jeszcze jeden czynnik.

To beznadziejnie odtwórcze, schematyczne wzornictwo, które opanowało bez wyjątku wszystkie współczesne sklepy jubilerskie w Polsce.

Przechodzę z YESa do Apartu – nie mam co kupić. Idę do Kruka – sytuacja się powtarza, podobnie w Jubitomie czy Red Rubinie. Gdziekolwiek nie spojrzę – widzę blaszki w kształcie kółeczek, motylków, buldożków, czy prostokątnych płytek zawieszone na cieniutkich łańcuszkach (tzw. celebrytki). Pierścionki z błyszczącymi cyrkoniami nie odróżniają się od siebie właściwie w żadnym z tych sklepów – po odwiedzeniu czterech salonów czterech różnych marek nie pamiętam już, co widziałam w pierwszym – bo w żadnym nic się nie wyróżnia, nie zapada w pamięć, nie szuka miejsca w sercu.

Współczesna biżuteria? Wolę antykwariaty

Zdjęcie, które widzicie w nagłówku tego wpisu, zrobiłam w antykwariacie w Tallinnie, gdzie byłam nie tak dawno temu na delegacji. Z wyjazdu przywiozłam srebrny, męski sygnet w niewielkim rozmiarze, zdobiony techniką niello (o samej rzeczy napiszę pewnie niebawem). Zanim jednak kupiłam pierścionek, zachwyciłam się biżuterią w ofercie tego w gruncie rzeczy niedużego sklepiku ukrytego w jednej z bocznych uliczek.

W antykwariacie było całe mnóstwo unikalnej, srebrnej, złotej i platynowej biżuterii. Ręcznie dopracowywanej. Zdobionej pracą artystów-złotników. W cenach nieprzekraczających budżetu, jakim trzeba dysponować, by sprawić sobie radość w nowoczesnym sklepie biżuteryjnej sieciówki. Ba! Na zakup czegoś efektownego w antykwariacie można śmiało przeznaczyć nawet mniejszą kwotę – wystarczy kilkanaście euro (Czytelniku! Pamiętaj, że euro w innych krajach ma inną wartość, niż w Polsce – jednakże to nie z wartością euro w tym wypadku coś jest nie tak, ale z wartością złotówki).

Dla każdego coś miłego

No dobrze, powiecie – ale co, jeśli podobają mi się łańcuszki z cienką blaszką albo kolekcja malachitowa?

Nic. Wybór należy do Was. Napisałam ten tekst po to, by uświadomić, że to, co widzimy na półkach współczesnych jubilerów bardzo często nie jest warte tyle, ile komunikuje nam cena na metce. Warto również zapoznać się z tym, jakie kruszce służą do wyrobu noszonej przez nas biżuterii i przeanalizować, czy w świetle tej wiedzy kupno mosiężnego naszyjnika to na pewno taki dobry pomysł.

Proponuję przejść się po antykwariatach, albo przejrzeć internet w poszukiwaniu starej biżuterii – choćby poglądowo. Wbrew pozorom to nie tylko bardzo poważne, klasyczne wzornictwo – wśród starych rzeczy również można odnaleźć rzeczy subtelne, minimalistyczne, dziewczęce, urocze – bo biżuteria to ogromnie zróżnicowana gałąź sztuki. I od zawsze jej zadaniem było zaspokoić każde, nawet najbardziej wybredne gusta – co niemożliwe jest niestety dziś, przy takim poziomie jednostajności nudnego i często tandetnego wzornictwa.

Autorka: Gosia

Piszę o biżuterii starej i współczesnej, dużo podróżuję, czytam, często piję strasznie kiepską kawę. Interesuję się m.in. złotnictwem i gemmologią, zaglądam też w rejony społecznej historii mody. Na co dzień pracuję jako dziennikarka i analityk mediów, a także... programuję.