Krótka historia pierścionka zaręczynowego z diamentem

historia pierścionka zaręczynowego

Boże Narodzenie, Sylwester, Nowy Rok… tak, to czas, kiedy pierścionki z diamentem sprzedają się w wielu miejscach na świecie niezwykle dobrze. Diament przez większość z nas postrzegany jest jako obiekt pożądania, a także symbol wieczności. Kiedy po raz pierwszy wystąpił w tej roli? Zapraszam na krótką historię pierścionka z diamentem (zaręczynowego i nie tylko).

Kiedy żona była własnością męża

Wszystko zaczęło się w antycznym Rzymie w czasach, kiedy kobieta była przez całe swoje życie w pełni zależna od mężczyzn. Najpierw – do czasu zamążpójścia – pozostawała we władzy ojca, można wręcz stwierdzić, że była częścią jego majątku. Następnie zaś przekazywana była mężowi, samo małżeństwo zaś stanowiło rodzaj transakcji, bądź umowy prawnej. To niezbyt romantyczna wizja, która daleko odbiega od naszej obecnej wizji małżeństwa, prawda?

Niektórzy antropolodzy wierzą, że zwyczaj zaręczyn oraz darowywania sobie obrączek ślubnych wywodzi się właśnie z tych czasów. W Rzymie żony zwykły nosić pierścionki, do których przytroczone były miniaturowe kluczyki, symbolizujące przynależność do mężczyzny.

Pierwszy znany pierścionek zaręczynowy

W obecnym kształcie pierścionek zaręczynowy na scenie dziejowej po raz pierwszy pojawił się w XV wieku, a dokładniej – w roku 1477, kiedy to zamówił go przyszły święty cesarz rzymski Maksymilian I, wówczas będący „jedynie” arcyksięciem Austrii. Pierścionek zawierał diament – i według legendy oraz historyków złotnictwa właśnie tak się to zaczęło. Szkoda jedynie, że nie wiemy, jak wyglądał.

historia pierścionka zaręczynowego - imperfect girl blog
Maksymilian I i Maria Burgundzka – rycina nieznanego artysty z Wiednia, XV w.

Rosnąca popularność diamentów

Diament na zaręczyny – schemat ten spopularyzowali z powodzeniem sentymentalni wiktorianie. Epoka wiktoriańska właściwie w każdym kraju, a szczególnie w Wielkiej Brytanii, skąd jej trendy oddziaływały na resztę świata, obfitowała w bogactwo pięknej, ornamentalnej biżuterii. Była także niezwykle emocjonalna i zmysłowa, wbrew pozornej surowości i pruderyjności, która często kojarzy nam się z tym czasem.

Wiktorianie diament łączyli z innymi kamieniami szlachetnymi – takimi jak rubiny, szmaragdy, szafiry. Bardzo często oprawiali go w platynę, najcenniejszy z metali, który swoim szlachetnym, chłodnym blaskiem jeszcze piękniej wydobywa diamentowe lśnienie.

historia pierścionka zaręczynowego - imperfect girl blog
Wiktoriański pierścionek z diamentami, zdjęcie: Fetheray Jewellers
historia pierścionka zaręczynowego - imperfect girl blog
Wiktoriański pierścionek z diamentami w kształcie księżyca, zdjęcie: Lang Antiques

Wiktoriańskie pierścionki zaręczynowe z diamentami często występowały w formie kwiatów, przez co nazywane były posey rings (pierścionki „bukiecikowe” – posey oznacza mały, uroczy bukiecik kwiatów, bardzo często polnych, związanych kolorową wstążką, charakterystyczny rekwizyt wiktoriańskich i edwardiańskich spacerów panieńskich bądź wyrazu niewinnej sympatii).

historia pierścionka zaręczynowego - imperfect girl blog
Edwardiański pierścionek z diamentami wykonany z platyny, charakterystyczny projekt filigranowy. Zdjęcie: Lang Antiques

Skąd wiemy, że diamenty są wieczne?

Z reklamy.

To słynne hasło reklamowe stworzył w 1947 roku diamentowy potentat z Londynu, firma De Beers, zajmująca się nie tylko wydobyciem tych kamieni, ale i ich szlifowaniem oraz oprawą. Firma powstała w 1888 roku i wspierał ją m.in. Baron Rotschild, który inwestował ogromne pieniądze w rozwój i badania nad diamentami – a wszystko na fali „diamentowej gorączki” wybuchłej w 1869 roku w Afryce.

historia pierścionka zaręczynowego - imperfect girl blog
Cecil Rhodes, założyciel firmy De Beers

Slogan o wiecznych diamentach pozwolił firmie niesamowicie zwiększyć sprzedaż. Tysiące kobiet uległy czarowi tych słów wzmocnionemu przez świetlisty blask tych najdroższych na świecie kamieni i pragnienie miłości, która – jak marzy prawie każda z nas – również powinna być wieczna i tak odporna na uszkodzenia, jak diament właśnie.

Hasło De Beers okazało się strzałem w dziesiątkę. Nie na sezon czy dwa, ale na całe dziesięciolecia.

historia pierścionka zaręczynowego - imperfect girl blog
Reklama De Beers ze słynnym hasłem w czasopiśmie „Reader’s Digest”, 1960 r.

Diament jest w pewnym sensie produktem popkultury

Reklama ma ogromną moc oddziaływania. Widzę to każdorazowo w okresie przedświątecznym w sklepach jubilerskich i w centrach handlowych. Apogeum szaleństwa przypada oczywiście na walentynki (moja babcia mówiła, że nie należy pisać ich z dużej litery, bo jeśli ludzie kochają się naprawdę, to nie w jeden szczególny dzień, a przez cały rok).

Diamenty spopularyzowane zostały przez gwiazdy Hollywoodu, które De Beers wykorzystało do promocji swojej biżuterii w czasie, gdy największy rynek zbytu – Stany Zjednoczone – pogrążał się w powojennych kłopotach gospodarczych. Podziwiamy je dziś na stronach portali plotkarskich i zazdrościmy gwiazdkom i gwiazdeczkom, które im mniej ważne, tym większym diamentem od swojego narzeczonego muszą pochwalić się w mediach – bo braki nadrabiają w ten sposób demonstrowanym statusem materialnym męża in spe.

Pierścionek z diamentem to produkt marketingowy. To mało romantyczna konkluzja – i kiedy o niej myślę, wolałabym chyba rzymską obrączkę z kluczykiem. Ach, zapomniałam Wam powiedzieć – ja bardzo, bardzo nie lubię diamentów. Może dlatego, że tak łatwo je podrobić (przynajmniej wizualnie), a tak trudno znaleźć w sklepach coś, co wyłamuje się poza oklepany, reklamowany od dziesięcioleci schemat.

PS. Na Instagramie (Stories) wkrótce opowiem o diamentach z nieco bardziej technicznej perspektywy – dowiecie się tam m.in. o szlifach i jakości tych kamieni. Do zobaczenia!

Imperfect Girl